czesc,
w strugach deszczu dojechalam do tego cholernego kurortu:) samo miasto urokliwe, mnostwo starych drewnianych domow...ktore byc moze sfotografuje- jezeli tylko CHOC NA CHWILE (!!!) przestanie padac:):) jezeli chodzi o pogode to zdaje sie, ze im wyzej- tym bedzie gorzej...
hoi an wypelnione jest turystami...co wyzwala w miescowych (mam o wietnamczykach jak najlepsze zdanie) dzika zadze pieniadza:(...w skrocie- tlumnie, drogo i plastikowo:)
a propos pogody na wyprawe rowerowa...z mojego (podkreslmy to krotkiego) doswiadczenia wynika, ze nigdy nie jest odpowiednia
1. za goraco
2.zbyt slonecznie
3. zbyt wietrznie
4. za zimno
5. deszczowo
ale kazda z powyzszych opcji niesie za soba wyzwania, z ktorymi rowerzysta radzi sobie w rozny sosob.
dzisiaj jak zmokla kura dojechalam do przydroznej knajpy co by sie ogrzac zupa (o zarcu bedzie pozniej, ale powiem wam, ze PHO rzadzi!!!) - jedna z dziewczyn wsiadla na skuter i czem predzej zakupila dla mnie peleryne przeciwdeszczowa...kontynuowalam wycieczke w tej wielkiej reklamowce, ktora podarla sie po 3 kilometrach:)
ale nie o tym nie o tym...docieraja do mnie glosy...ze nie pisze niczego o tym jak tu wlasciwie jest...zatem nastepny wpis wlasnie temu poswiece....a kolejny temu, ze nie cierpie pisac bloga!!!:):) ...to ostatni raz!:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz