dzien dobry...zimno tu ciemno i mokro..ale nadal egzotycznie:)
mama cos pisze, a trzesieniach ziemi ...i chmurze radioaktywnej...nic nie zauwazylam:)
beztrosko przemiezam wietnamskie wybrzeze...moze nie tak bezrtosko, bo wczoraj przejechalam 100 km w deszczu z wiatrem w twarz- ku uciesze kierowcow ciezarowek - ktorzy pozdrawiali mnie szerokimi usmiechami:)
wietnamczycy sa bardzo zroznicowani...wystarczy wyjechac poza miasto i ma sie do czynienia z bardzo milymi, pomocnymi i usmiechnietymi ludzmi. w turystycznych miejscowosciach- jest zupelnie inaczej:)
to zroznicowanie przeklada sie rowniez na rejon- ludzie z poludnia sa bardziej otwarci i radosni- im dalej na polnoc tym ciezej do nich dotrzec. choc oczywiscie generalizuje na podstawie powierzchownych obserwacji..ale zawsze;)
bardzo jestem ciekawa tych rejonow po lewej- gorskiej stronie wietnamu...na pewno tu wroce:)
a tymczasem spadam na obiad i spotkac sie z Grzeskiem- okazalo sie ze mieszka dwie ulice dalej:)
paaa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz