czwartek, 17 marca 2011

nha trang...a moze sopot...:)

czesc:)

zyje zyje...ino zalogowac sie nie moglam...internet jest wszedzie...tylko co z tego:)

no coz sajgon nie zrobil na mnie szczegolnego wrazenia. moze po trosze dlatego, ze nie czulam sie tam bezpiecznie.

ale chronologicznie:
1. kupno pompki okazalo sie znacznym wyzwaniem...w koncu jakis uprzejmy maly czlowiek zaproponowal pomoc...posadzil mnie na bagazniku swojego roweru i ...pojechalismy...mlodzieniec byl garbaty a i bez tego siegal mi do pasa:) jednym slowem slon udzwignal mrowke...nawet wietnamczycy sie z nas smiali, a niewiele ich dziwi:):):)

w 45 budzie z odkurzaczami jeden koles mial czego potrzebowalam alemoj nowy "przyjaciel" wynegocjowal cene w przeliczeniu 100pln..wiec oikazalam brak zainteresowania i odeszlam.

szybko zorientowalam sie, ze pomoc kolegi nie plynela z serca....po krotkich acz glosnych transakcjach dalam bu cztery baksy i zlorzeczacz pod nosem ucieklam

po pomke wrocilam godzine pozniej i zaplacilam 15 zyla...zycie to dzungla!:))::)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz