cholera nic tu nie napisze tyle sie dzieje...w mojej samotnej podrozy spedzam czas bardzo towarzystko:)
przewija sie mnostwo ludzi...
ale do rzeczy...wczoraj zlapalam nocny pociag do "tu" i o 6 rano wyladowalam w nha trang.
na marginesie "pkp" to ekstremalny luksus!:)
ale widoki zapieraly dech w piersiach (a moze to ten przyciasny rowerowy stanik??:)
gory tonace w gestej mgle, pola ryzowe i zurawie (czy inne talatajstwo) ...pieknie panie pieknie;):):)
samo nha trang jest troche jak sopot pelno turystow...ale przyjazna atmosfera i wietnamczycy zupelnie inni niz w sajgonie...super jest:) nie bede sie wdawac w szczegoly- pokaze i opowiem jak wroce:)
z ekstremalnych doznan ...poszlam na obiad ...byl pyszny...ale tak ostry, zalalam sie lzami i wydyszalam ...kole ale juz!!!!!!!!!!!!....dopiero sok z kokosa okazal sie lagodzacy:):)
tak na marginesie owoce sa tutaj asbsolutnie genialne!!!! nie rozrozniam nazw...poza kokosem i melonem reszty nie kojarze...ale wszystkie sa pyszne na maksa!!
ide spac....jutro mam nadzieje napisac juz z innego miasta.
trzymajcie kciuki.
calusy!;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz