wtorek, 29 marca 2011

hanoi...natura mnie nie kocha

dzisiaj rano przy check-ucie przemila mloda dama pozazdroscila mi, ze lece do hanoi, bo tak NIE PADA!!
i rzeczywiscie ...dolecialam, wysiadlam...suche chodniki...niebo oczywiscie szarobure...ale co tam!::)
dojechalam do miasta, wysiadlam z busa...i co- leje!
wsciekla udalam sie na poszukiwania hotelu po godzinie okazalo sie zem polazla w zlym kierunku...o-ho dzien konia...ale nie...jak sie okazalo...
wsiadlam do taksowki, pokazalam panu hotel na mapie...postekal postekal i pojechal...w miedzy czasie...45 razy zglasl mu samochod...4 razy wysiadl, zeby zapytac o droge...a wkoncu zatrzymal sie na srodku skrzyzowania i mnie wysadzil...udalo mi sie jednak znalezc na ulicy wypelnionej hostelami dla backpackersow, w trzecim nie smierdzialo, wiec sie zameldowalam...dormitorium nosi wdzieczna nazwe "swingers":):) no to bedzie ubaw:)...w kuchni siedzi brodaty koles w sukience...dziwna sprawa

rano probuje z waterpuppets...will se...

aha...zapomnialabym...zamokly mi wszystykie dlugopisy...a zeszyt to kula zwilgotnialego papieru...wiec musze zapisac tutaj ...CO-CO smoothie:mango, sok z kokosa, troche soku pomaranczowego, lody waniliowe, odrobina skondensowanego mleka....mniam!!!

5 komentarzy:

  1. dołączam do twojej wyprawy myślowo, jadę bliżej i na krócej, ale jadę - jeśli tylko jutro uda mi się pozamiatać wszystko w waw


    do zoba po powrocie!

    OdpowiedzUsuń
  2. heh, niech zyją tropiki z wilgotnością ;)
    kup sobie aparat do zdjęc pod wodą ;)
    pozdro z Fabryki,
    M.

    OdpowiedzUsuń
  3. hej .. no patrz jaki ten internetowy świat mały ;-)
    pozdrawia Robb i Ania ;-)

    OdpowiedzUsuń